Szuflada gdzie mieszka George Michael

Świat się ostatnio zmienił. Nie chodzi mi o postęp i pośpiech, czy globalne ocieplenie. Świat się zmienił jakoś tak mniej więcej wczoraj. Pewnie zmieniał się już od dłuższego czasu, powoli wprowadzał nowe elementy. Na tyle małe, że pojedynczo prawie niezauważalne, niedefiniowalne, ale zostawiające jakiś ciepły ślad. Najpierw przyszedł Mikołaj, co prawda jesteśmy już dorośli w jakimś stopniu, ale jeszcze nie do końca na szczęście. Potem wyszło w końcu słońce i okazało się, że Kopernik jednak miał rację, że wszystko jednak jest na swoim miejscu. Padał już pierwszy śnieg, na razie niewiele, ale wystarczyło by powstrzymać dorosłość. Ale tym, co obwieściło definitywny koniec jesieni były dla mnie wesołe dzwoneczki i głos George’a Michaela ciepło śpiewający “uuuuuooooo, Last Christmas I gave you my heart…

Cały rok na to czekam, czekam na te dzwoneczki, na ten ciepły męski głos. No i się doczekałam. Feliz Navidad i Jingle Bell Rock też świetnie zastąpią aspirynę, ale to wizja wesołej twarzy George’a Michaela z balejażem i kolczykiem w uch budzi w moim sercu radość. Z tym obrazem w głowie łatwiej będzie mi znieść tłok w markecie i odśnieżanie samochodu rano. Z Georgem życie jest łatwiejsze.

Wcale się nie wyśmiewam. Naprawdę ta wizja i ta melodia znaczą dla mnie wiele. W moim życiu nie zawsze byli ludzie, ale zawsze była muzyka (niestety nie zawsze dobra). A George był ze mną zawsze od 6 do 26 grudnia, zawsze w święta, w ten czas kiedy brak ludzi odczuwa się najbardziej on niezawodnie był i zawsze się uśmiechał w ten sam uroczy sposób i zawsze śpiewał tym wesołym głosem, mimo że śpiewa o zawodzie miłosnym. Tak, muzyka może wypełnić różne puste przestrzenie.

Z drugiej strony, muzyka otwiera różne szuflady. Kiedy czasem usłyszy się w radiu starą, zapomnianą już prawie melodię może się w głowie otworzyć jakaś szuflada. Tam mogą być różne rzeczy. Wesołe wspomnienie z dzieciństwa, miłosne liściki, albo smutek i osamotnienie, może nawet złamane serce, które kiedyś płakało słuchając Edyty Bartosiewicz. Ale cokolwiek tam będzie jest nasze i własne. Tylko my tam możemy zajrzeć i tylko my tam możemy zrobić porządek.

Są szuflad, których się boję, ale może dobrze że są. Pewnie to one tworzą mnie taką jaką jestem.

I w jednej z tych szuflad mieszka George Michael i przez cały rok jeździ tam na nartach, rzuca śnieżkami w przyjaciół i jest mu ciepło w płaszczu ze stuprocentowej wełny. I będzie tam za rok, kiedy 6 grudnia znowu otworzę tą szufladę.

One Comment Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *